Człowiek z marmuru
Agnieszka (brawurowy debiut Krystyny Jandy), młoda i zadziorna reżyserka filmowa, decyduje się zrealizować film o stalinowskim przodowniku pracy Mateuszu Birkucie (Jerzy Radziwiłowicz). Jej uwagę przykuł nie tylko porzucony w muzealnych magazynach marmurowy posąg młodzieńca, ale także archiwalny film pokazujący jego zdzierany z muru portret. Agnieszka, śledząc pogmatwane losy mężczyzny, poznaje prywatne losy ludzi uwikłanych i zniszczonych przez komunistyczny system. W swej wędrówce poznaje ludzi biskich Birkutowi: przyjaciół, współpracowników, oficerów SB, dziennikarzy, byłą żonę. Wkracza w świat manipulacji, złudnych nadziei, propagandy i kłamstwa, w którym równie łatwo jest zostać bohaterem ludu, jak i największym wrogiem władzy. Totalitaryzm to świat, w którym jednego dnia można być sławnym na cały kraj, a kolejnego – popaść w sterowane przez cenzurę zapomnienie.
Aleksander Ścibor-Rylski scenariusz do filmu napisał na początku lat 60., a Wajda, usilnie starając się o realizację filmu, w głównej roli chciał obsadzić Agnieszkę Osiecką. Wówczas się nie udało i szansę na dopuszczenie scenariusza do produkcji przyniosła dopiero zmiana na szczytach władz, gdy ministrem kultury został liberalny Józef Tejchma, osobiście uczestniczący w budowie Nowej Huty. Aparat PZPR przyjął film z konsternacją. Dopuścił dzieło do dystrybucji, ale zabronił wszelkiej reklamy. Nie zgodził się na wysłanie filmu na konkurs festiwalu w Cannes (film dostał nagrodę FIPRESCI w sekcji pozakonkursowej), a Tejchma szybko przypłacił zgodę na realizację filmu utratą stanowiska.
Ale to właśnie dzięki m.in. niemu powstało jedno z arcydzieł kina polskiego. W scenariuszu opartym na narracji Obywatela Kane’a Orsona Wellesa Wajda opowiedział o epoce stalinowskiej, o ofiarach i beneficjentach władzy, o wykorzystywaniu i niszczeniu jednostki, o budzeniu się świadomości przedstawicieli proletariatu. W głównej roli obsadził debiutującą na ekranie Krystynę Jandę, której towarzyszył początkujący Jerzy Radziwiłowicz. Opisał przeszłość przez pryzmat pokontestacyjnej, zbuntowanej nowoczesności, którą podkreślił energiczną kompozycją Andrzeja Korzyńskiego. Nie spodziewał się jednak, że tym filmem zainicjuje trylogię filmów o robotnikach. Podczas gdy Człowiek z marmuru był jednym z nielicznych obrazów stalinizmu zrealizowanych w dobie PRL-u, tak nagrodzony Złotą Palmą w Cannes sequel, Człowiek z żelaza, był dziełem zamówionym przez stoczniowców i stanowił symbol czasów Solidarności. Razem z Człowiekiem z nadziei stworzył trylogię o buncie proletariatu i mądrości rewolucjonistów, którzy wiedzieli, że najgorsze dla Polski są kłótnie i przelew krwi.